|
Pisma lubiące sensację co jakiś czas zaczynają pisać o tanoreksji, ortoreksji, pracoholizmie. Rzeczywiste choroby przestały już być medialnie atrakcyjne. Psychiatrzy, słysząc o tanoreksji wzruszają ramionami i niewiele mają w tej sprawie do powiedzenia.
Odkąd Coco Chanel wylansowała modę na opalone ciało, pomimo ostrzeżeń lekarzy i kosmetologów każdy pragnie posiadać złocistobrązową skórę – symbol urody i aktywnego trybu życia, stanowiących też synonim zasobności portfela.
Latem opalamy się na plażach całego świata. Co przezorniejsi stosując kosmetyki z filtrami, inni, którzy uważają własną opaleniznę za najlepszą ochronę - używając przyspieszaczy (aktywatorów) opalania. Za pośpiech płacą czesto oparzeniami słonecznymi. Zimą korzystamy z solariów, stosujemy samoopalacze, pudry brązujące, łykamy beta karoten - aby opalenizna trwała wiecznie.
Niektórzy lekarze twierdzą, że 20 seansów w solarium w ciągu roku i maksimum dwa tygodnie na plaży, to absolutnie wszystko, na co możemy sobie pozwolić. Inni, bardziej surowi, uważają każdą ekspozycję na promieniowanie UV za szkodliwą dla zdrowia, gdyż dawkę potrzebną do syntezy witaminy D3 otrzymujemy w czasie codziennego przebywania na otwartej przestrzeni, niekoniecznie nawet w czasie dni słonecznych.
Lobby solaryjne zachęca do opalania w solarium, zapewniając, że jest bezpieczniejsze niż słońce, poprawia nastrój i wygląd zewnętrzny. Ważne jest jedynie aby przestrzegać czasu seansu opalającego w zależności od mocy urządzenia. Media do znudzenia epatują wizją nowotworów, fotostarzenia, zmian skórnych.
Gdzie zatem jest granica bezpieczeństwa? Kiedy możemy mówić najwyżej o niefrasobliwości, a kiedy o przesadzie i braku zdrowego rozsądku?
Czy jeśli np. w okolicy Sylwestra skorzystamy kilka razy z solarium, a na wiosnę zafundujemy sobie dziesięcioseansową kurację to oznacza to, że już powinniśmy się leczyć? Czy dopiero wtedy, kiedy po całodziennym smażeniu się na słońcu udamy się do solarium w celu wyrównania opalenizny? Sądzę, że nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości kiedy opalanie przestaje być poprawieniem wyglądu i samopoczucia, a zaczyna być obsesją sugerującą zaburzenia.
Tanoreksja to określenie oznaczające uzależnienie od opalania. Tak naprawdę nie istnieje ono jeszcze w nazewnictwie medycznym, a lekarze uznają je jedynie za jeszcze jedno z zaburzeń postrzegania własnej osoby.
Uzależnienie od opalania, lub jak kto woli od brązowego koloru swojej skóry, polega na tym, że osoba dotknięta tą obsesją uważa, że tylko będąc mocno opalona jest atrakcyjna, piękna i dobrze postrzegana przez otoczenie. Minimalne nawet zblednięcie opalenizny obserwuje z lękiem i natychmiast pragnie znowu ją pogłębić. Na ogół jednak skóra od pewnego momentu przestaje ciemnieć i naświetlanie jej jest całkowicie bezcelowe. Dla takich osób przemysł kosmetyczny wymyślił preparat do opalania w solarium z efektem tingle, który powoduje przekrwienie skóry, a tym samym pozorne jej przyciemnienie i pieczenie imitujące lekkie oparzenie słoneczne.
Wielokrotnie widzi się kobiety (rzadziej mężczyzn) w różnym wieku, którzy spieczoną na heban, pomarszczoną i zwiotczałą skórę wystawiają na każdy promień słońca lub spędzają godziny w solarium. Czy jest to ładne, to oczywiście kwestia gustu, a o gustach się nie dyskutuje. Każdy ma prawo do samostanowienia o własnym ciele i nikt nie może mu w tym przeszkadzać. Nie ma chyba nic gorszego niż opowiadanie palaczowi o szkodliwości palenia, lubiącym kawę o skutkach nadciśnienia, a namiętnie się opalającym - o możliwości powstania czerniaka. Wywołuje to na ogół skutek odwrotny od spodziewanego, bo osoby takie zdają sobie doskonale sprawę ze skutków ubocznych swoich namiętności.
Ciemna karnacja, pomimo prób zmiany tego modelu przez świadome szkodliwości opalania media, wciąż jest modna i ciągle się podoba. Na okładkach magazynów (zwłaszcza tych dla panów) rzadko można zobaczyć jakąś bladą nimfę. Przeważają jędrne, opalone, błyszczące ciała i trudno się temu dziwić, bo jest to dominujący kanon współczesnej estetyki. Należy jednak umieć wyznaczyć sobie granicę pomiędzy zdrowiem a urodą, optymalnym zadbaniem o siebie, a niezdrową przesadą. Wszystko jest dla ludzi, byle tylko umieć zachować umiar i zdrowy rozsądek.
W każdej dziedzinie można wpaść w obsesję. Kiedy za dużo pracujemy, leniwi nazywają nas pracoholikami, kiedy dbamy o swoją dietę i zachowanie szczupłej sylwetki - jesteśmy anorektykami lub w najlepszym razie ortorektykami, kiedy lubimy być opaleni - grozi nam tanoreksja.
Istnieje też teoria, że tak długo jesteśmy zdrowi psychicznie, dopóki nie zostaniemy zbadani przez lekarza psychiatrę...
|